-
Oferta od
osoby prywatnej
-
Stan
używane
-
Tematyka
poezja
Wydawnictwo: Arka
Wydanie: trzecie
Seria: Biblioteczka Poetów Języka Angielskiego
Wybór, przekład i wstęp: Stanisław Barańczak
Liczba stron: 142
Format: 145 x 205 mm
Okładka: miękka
Stan ogólny: jest ok, widoczne ślady użytkowania, jak na zdjęciach
Wydanie dwujęzyczne: angielskie oryginały i polskie tłumaczenia.
Bezpieczni w swych Komnatach z Alabastru
Błyskawica - to żółty Widelec
Bóg w samej rzeczy jest zazdrosny
Ból - ma w sobie coś z Luki
Ból - rozciąga Czas
By stworzyć prerię, starczy jeden zgoła
Bywa światła Pochylenie
Czekać Godzinę - to długo
Czułam - przez Mózg przechodził Pogrzeb
Czy Niebo jest Lekarzem?
Czyste Szaleństwo to najwyższy Rozum
Do Całości- jak można coś dodać?
Dowiem się w końcu, dlaczego - u kresu
Dramat - Najżywotniejszy Wyraz
Dusza dobiera sobie Towarzystwo
Dwa razy tylko utraciłam
Dwakroć przeżyłam życia koniec
Elizjum jest przez ścianę
Genealogia Miodu
Ile razy tknęły ziemi te stopy
Ja wiem, że On istnieje
Jedyne znane mi Gazety
Jestem Nikim! A ty?
Jeśli utonie moja Łódź
Krzątanina w Mieszkaniu
Kto Nieba nie znalazł tu - w dole
Mieszkam w pałacu Możliwości
Miłość jest wszystkim, co istnieje
Miłość swą własną miarę przykłada do świata
Moc swoją ujęłam w Dłoń
Modlitwa drobne urządzenie
Mów całą Prawdę _ lecz stopniowo
Mózg rozleglejszy jest niż Niebo
„Nadzieja" jest tym upierzonym
Naoddychałam się dość, aby
Nie miałam czasu na Nienawiść
Nie mogę słyszeć że ktoś „zbiegł"
Nie mogłam stanąć i czekać na Śmierć
Nie Nić jedwabna wyratuje cię z Otchłani
Nie przerywając najwyraźniej
Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło
Nie widziałam nigdy Wrzosowiska
Nie znamy własnej wysokości
„Niebo" to, czego nie dosięgam!
Nieposłuszni Jego woli?
Niepostrzeżenie jak Żal
O Świcie wzięłam Psa - i poszłam
O to jedno prosiłam
Odchodząc nie wie się, że się odchodzi
Odmiana? Gdy kształt zmienią Góry
On gmera w twojej Duszy
Osłupiałe „dlaczego"
Pająka jako Artysty
Podoba mi się w Agonii
Pomiędzy Trwogą a Rozpaczą
Prawił o „Otwartości", aż sam w kąt się zagnał
Prócz Śmierci - wszystko się Naprawia
Przeczucie - jest tym długim Cieniem - na Trawniku
Przez śmierć słyszałam Brzęk Muchy
Ptak przyskakał po Ścieżce
Ranek należy się wszystkim
Satysfakcja jest Nasycenia
Serce żąda Rozkoszy - najpierw
Skazanym - blask Jutrzenki sprawia
Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego
Słowo umiera
Spijam nieznany gorzelniom trunek
Stąpałam z Deski na Deskę
Sukces zda się najsłodszy
Suto ściel to Łóżko
Swobodni, gdy się przedstawiamy
Szalone - Dzikie Noce!
Światło wystarcza samo sobie
Ta rzecz upadła - w mej Opinii
To nie Uczynki będą naszą miarą
To wszystko - to mój list do Świata
Trumna - nieduża to Posiadłość
Umierający - dawniej
W tym, że nie zdarzy się na nowo
Wiara - jest Mostem bez Filarów
"Wiara" to świetny wynalazek
Widziałam - jak Oko w Agonii
Wielki ból zastępuje rutyna cierpienia
Wiem - niedługo nas Ziemia
Większa od Gór jest moja Wiara
Wody - uczy pragnienie
Wpierw chcemy pić — to Głos Natury
Wygnać Mnie - z samej Siebie
Wyrastamy z miłości - jak z Ubrań
Wyrzut Sumienia - to Pamięć - zbudzona
Z najbliższym moim Towarzystwem
Za każdą chwilę ekstazy
Zachwyt poznawać poprzez Ból
Załatać podartą Wiarę
Zatrzaskują mnie w Prozie
Zgubiona - w trakcie zbawienia!
Zmarłam szukając Piękna - ale
Znalezienie to pierwszy Akt
Żyjemy po szwajcarsku
Żyje - tak mi się zdaje